Józef Wilkoń to jeden z najwybitniejszych polskich artystów, znany ilustrator książek, malarz oraz rzeźbiarz. Opracował graficznie ponad 200 książek dla dzieci i dorosłych, przetłumaczonych na ponad 20 języków. Publikacje z jego ilustracjami wydawano w Paryżu, Tokio, Kolonii, Berlinie.
Józef Wilkoń miał wiele wystaw w Polsce i za granicą, m.in. w Centre Pompidou, Muzeum Ilustracji w Japonii, Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. Jego charakterystyczne ilustracje i rzeźby są bardzo rozpoznawalne. Artysta wykorzystywał różne techniki: tusze, akwarele, tempery, drzeworyty, pastele. W 1975 r. nasz Bank wydał kalendarz zaprojektowany i zilustrowany przez Józefa Wilkonia. Artysta wykonał dwanaście ilustracji przedstawiających sceny z najsłynniejszymi polskimi legendami. Rysunki charakteryzują się zastosowaniem cienkiej linii i wyrazistej kolorystyki. Kompozycje zawierają dużą liczbą elementów, co nadaje im dynamikę. Zaprojektowane zostały na planie kwadratu. Kalendarz z rysunkami artysty został wznowiony na rok 2023. Miałam zaszczyt spotkać się z Józefem Wilkoniem, by zapytać o współpracę z Bankiem Pekao, a także porozmawiać na temat jego życia i twórczości.
fot. Radek Swietlik. Z archimum Fundacji ARKA Józefa Wilkonia.
fot. z archiwum Banku Pekao S.A.
Jak wyglądała Pana współpraca z Bankiem Pekao S.A.?
Józef Wilkoń: Cieszę się, że wznowiono kalendarz po prawie pięćdziesięciu latach. W tej pracy poświęciłem bardzo dużo uwagi na narrację i detale. Są tam liczne niuanse, co jest wyjątkowe dla mojej twórczości. To chyba najlepszy przykład w mojej pracy artystycznej tego typu przedstawienia narracyjnego. Do ilustracji na ogół podchodzę bardziej w sposób malarski. Przygotowałem polskie legendy, takie jak „Legenda o trzech braciach”, „Smok wawelski”, „Kwiat paproci”, „Warszawski Bazyliszek”, „Jurata, królowa Bałtyku”, „Król Popiel i myszy”, „Wiano królowej Kingi”, „Janosik”, „Pan Twardowski”, „Diabeł Boruta”, „Krakowski trębacz”, „Śpiący rycerze”. Zastosowałem technikę, którą przez pewien czasie często wykorzystywałem, ale już później do niej nie powracałem, dlatego cieszę się, że zostało to udokumentowane. Malowałem na folii. Takie prace maluje się od tyłu, a potem przewraca, co przypomina malarstwo na szkle. W tamtym czasie miałem problemy z krótkowzrocznością, dlatego pomagała mi moja żona Małgosia, która do moich rysunków przy mnie malowała. Ogromna część tego efektu końcowego jest jej zasługą. Ten kalendarz powstał także dzięki niej, co jest dla mnie również bardzo cenne.
Pana sztuka jest bardzo wszechstronna. Jakie były początki Pana drogi twórczej?
Józef Wilkoń: Miałem wspaniałą rodzinę. Mama uwrażliwiła mnie na piękno języka polskiego. Chociaż nie była wykształcona, posługiwała się piękną polszczyzną. Była cudowną osobą i miała taką osobowość, że wszyscy darzyli ją wielkim szacunkiem. Mój ojciec kochał malarstwo i każdą wolną chwilę spędzał na malowaniu. Nie był profesjonalnym artystą, ale jego zapał i pracowitość były nieprawdopodobne. Bardzo mnie wspierał. Oprawiał wszystkie moje prace. Dzięki niemu zostałem malarzem, wiele mu zawdzięczam. Miałem ponadto fantastycznych nauczycieli już od wczesnych lat. Dobrze pamiętam Romana Kozła, który uczył mnie jeszcze w szkole podstawowej. On już wtedy zauważył mój talent. Studiowałem malarstwo w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i jednocześnie historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Miałem wybitnych nauczycieli, takich jak Karol Estreicher, Czesław Rzepiński, Zbigniew Pronaszko. W Warszawie poznałem moją przyszłą żonę Małgosię i założyłem w tym mieście rodzinę. Wkrótce urodził się mój syn Piotr. Początki nie były łatwe. Miałem natomiast wyjątkowe szczęście do ludzi, czego przykładem było przypadkowe spotkanie z Andrzejem Watem*, które zaowocowało moją współpracą z Wydawnictwem Flammarion. Moja żona Małgosia przez całe nasze wspólne życie była dla mnie ogromnym wsparciem. Wkrótce ukaże się książka „Pani Drozdowa”, która dotyczy oczywiście w sensie metaforycznym mojego życia z Małgosią.
fot. z archiwum Banku Pekao S.A.
fot. z archiwum Banku Pekao S.A.
Jest Pan wnikliwym obserwatorem przyrody, co można zauważyć w Pana twórczości.
Józef Wilkoń: Wychowałem się na wsi**, a ponadto uwielbiam filmy przyrodnicze, które mógłbym oglądać całymi godzinami z ogromną ciekawością. Przyroda jest przerażająco okrutna, a jednocześnie piękna i bujna. Zdarzają się też między zwierzętami sytuacje nieprawdopodobne, między innymi relacje między matkami i ich młodymi. To będzie właśnie tematem przewodnim wystawy malarstwa i rzeźby przygotowanej na moje 93. urodziny w Domu Pracy Twórczej w Pałacu w Radziejowicach, zatytułowanej „Mali i duzi”.
Zwierzęta zajmują szczególnie ważne miejsce w Pana twórczości. Wielokrotnie powtarzał Pan, że nie zgadza się z interpretacją Jeana de La Fontaine’a, czyli ukazywania negatywnych ludzkich cech przez zwierzęta.
Józef Wilkoń: W tamtym czasie dostrzegł to już Ignacy Krasicki, którego „Bajki o zwierzętach” także zilustrowałem. W niektórych bajkach przedstawia się zwierzęta w bardzo niekorzystnym świetle, np. wilki. Byliśmy bardzo okrutni dla tych zwierząt. Zilustrowałem parę książek w obronie wilków, a także innych zwierząt. Ten temat powtarzał się u mnie kilkakrotnie. W Polsce ukazał się „Tygrys o złotym sercu”. W Niemczech wyszły trzy książki, między innymi „Bajka o dobrym wilku”. Zilustrowałem wiele pozycji dotyczących zwierząt. Bardzo lubię książkę „Psie życie”, która dotyczy więzi między psem a człowiekiem. Istotną publikacją jest też dla mnie „Księga dżungli”, w której relacje wilczycy do małego i czarnej pantery są piękne, subtelne, przedstawione z niebywałym uczuciem. Ważną dla mnie książką była także „Leopantera”, której oryginał ilustracji ukazującej przytulające się zwierzęta będzie dostępny w muzeum*** w Piasecznie. Będzie można tam zobaczyć także moją ukochaną kompozycję „Lament gotycki”. Wykonałem wiele rzeźb przedstawiających zwierzęta, ale ta jest dla mnie szczególna, ponieważ zrobiłem ją po śmierci mojej żony Małgosi.
W wywiadach wielokrotnie mówił Pan, że „ilustracja jest rodzajem akompaniamentu do treści” i nie powinna być dosłowna. Jest to bardzo widoczne w Pana ilustracjach do „Pana Tadeusza”.
Józef Wilkoń: „Pan Tadeusz” jest być może najważniejszą książką, jaką zilustrowałem. Mickiewicz stosował niesamowite środki językowe. Jego opisy przyrody są bardzo plastyczne. Moje ilustracje, przeciwnie do prac Michała Elwiro Andriollego, nie są dosłownym przedstawieniem scen w „Panu Tadeuszu”. To prawda, że wielokrotnie powtarzałem, że ilustracja powinna być rodzajem „akompaniamentu” do treści.
W wywiadach mówił Pan o książce „Pamiętnik Soplicy” Henryka Rzewuskiego. Historia powstania tej publikacji jest niezwykle ciekawa. Adam Mickiewicz zainspirował się nią, pisząc „Pana Tadeusza”.
Józef Wilkoń: Tak, ta książka bardzo mnie zainteresowała, zwłaszcza że chciałbym przywrócić pojęciu sarmatyzmu bardziej pozytywne brzmienie. Wykonałem kilka rzeźb przedstawiających sarmatów.
W swojej bogatej twórczości stosował Pan wiele technik, wśród nich są także książki stworzone na tablecie.
Józef Wilkoń: Komputer jest wspaniałym narzędziem pracy, ale ta twórczość pozbawiona jest oryginału, a w konsekwencji kontakt z obrazem jest inny niż z wydrukiem. Pomysł zrodził się przypadkiem. Zrobiłem kilka książek na tablecie. Jedną z nich jest „Zbuntowany elektron”, który dotyczy telefonu komórkowego i tego, co on zrobił ze świadomością ludzi. „Ach te baby” to także książka, której ilustracje przygotowałem, posługując się tą techniką.
Rozmawiała Agata Stopyra.
fot. z archiwum Banku Pekao S.A.
fot. z archiwum Banku Pekao S.A.
*Syn Aleksandra Wata.
**Józef Wilkoń urodził się w Bogucicach koło Wieliczki.
***Będzie dostępny w powstającym Muzeum Sztuki Współczesnej Józefa Wilkonia w Piasecznie.