loader

Analizy makroekonomiczne - Publikacja - Bank Pekao S.A.

Dziennik | 09.06.2026 2 godziny temu

Rollercoaster na rynku ropy naftowej

Kolejny dzień z prawie pustym kalendarzem publikacji danych makro – czekamy dziś tylko na dane o handlu zagranicznym i sprzedaży nieruchomości na rynku wtórnym w USA.

Wiadomości 

  • PL-DANE: Sprzedaż obligacji detalicznych w maju 2026 r. wyniosła 5,4 mld zł wobec 5,6 mld zł miesiąc wcześniej - podał resort finansów w komunikacie. Od początku roku sprzedaż papierów detalicznych wyniosła 30,2 mld zł, o 0,6 mld zł mniej rdr.
  • DE-DANE: Ostatnie dane z niemieckiego przemysłu są „w kratkę”. Wg publikowanych wczoraj danych, zamówienia spadły w kwietniu o 3,8% m/m, poniżej prognoz zakładających spadek o 2,1% m/m. Co gorsza, spadek nie wynikał tylko z korekty po stronie zamówień na środki transportu. Tym niemniej, trend wzrostowy w ostatnich miesiącach jest wciąż w mocy. Z kolei produkcja przemysłowa wzrosła o 0,4% m/m, zgodnie z konsensusem. Rewizja poprzednich miesięcy w górę czyni jednak wydźwięk tego odczytu nieco lepszym.
  • EZ-DANE: Wskaźnik zaufania wśród inwestorów w strefie euro w czerwcu wyniósł -13,4 pkt. wobec -16,4 pkt. miesiąc wcześniej - podała grupa badawcza Sentix w komunikacie. Analitycy spodziewali się wskaźnika -14,0 pkt.

Centra przetwarzania danych na orbicie nie mają sensu

Najważniejszy obecnie zakład na rynkach finansowych i wśród ekonomistów dotyczy sztucznej inteligencji. Póki co nie jest to ani dojrzała technologia, ani dochodowa. Ale firmy w nią zaangażowane są warte więcej niż jakiekolwiek inne a optymizm, który je otacza jest większy niż pesymizm związany z kryzysem energetycznym po zamknięciu cieśniny Ormuz. To dlatego główne indeksy giełdowe są dziś wyżej niż były przez wybuchem wojny w Zatoce Perskiej.

Dlaczego to robić?

O tym, czy AI jest bańką spekulacyjną czy nie pisaliśmy już kilka miesięcy temu i nie mamy wiele więcej do dodania – być może jest tam bańka, ale nie wydaje się szczególnie napęczniała ani gotowa do pęknięcia. Tym niemniej entuzjazm do tej technologii jest ogromny i owocuje to dość egzotycznymi pomysłami biznesowymi, które nie mają szans powodzenia. Jednym z takich pomysłów są centra przetwarzania danych na orbicie. Takie centra, pod nazwą "Terafab" chce budować m.in. szykujący się do debiutu giełdowego SpaceX , a w ślad za nim także Google ("Suncatcher"), Amazon ("Project Sunrise") oraz mniejsi gracze, np. start-up StarCloud. Zapytajmy na początek, czemu wysyłać centra przetwarzania danych na orbitę? Jedną z motywacji jest na pewno sukces biznesowy Starlinka, czyli łączności internetowej za pośrednictwem satelitów. Wyniesienie na orbitę całych centrów przetwarzania danych wydaje się logicznym kolejnym krokiem po umieszczeniu tam samych terminali komunikacyjnych. Proponenci tego pomysłu podają ponadto dwie kolejne motywacje:

  1. Obfitość taniej energii: na orbicie heliosynchronicznej ok. 800 km nad Ziemią (orbita typu „dawn-dusk” panele fotowoltaiczne cały czas znajdują się w słońcu, 24 godziny na dobę dzięki czemu cały czas produkują względnie tanią energię, która mogłaby zasilać centra danych.  
  2. Prostsze procedury administracyjne: centra danych na orbicie nie muszą wnioskować o przyłącze energetyczne, zdobywać pozwoleń na budowę ani mierzyć się z protestami społecznymi.

Ten ostatni powód jest tym bardziej palący, że emocje społeczne wokół AI są na całym świecie coraz bardziej negatywne, tak jak i sprzeciw wobec budowy nowych centrów przetwarzania danych na ich potrzeby. Świadczy o tym niezliczona liczba badań opinii publicznej, w tym przeprowadzone niedawno przez Gallupa, którego wyniki cytujemy niżej. Opinia publiczna nie pozostaje zaś bez przełożenia na politykę. Obecnie aż sześć stanów wchodzących w skład USA wprowadziło już jakąś formę moratorium na lokowanie centrów danych na swoim terytorium a dwanaście kolejnych rozważa lub rozważało podobny krok (źródło: NCSL).   

Jaki jest Pana/Pani stosunek do ewentualnej budowy centrum przetwarzania danych w Pan/Pani sąsiedztwie?

Źródło: Gallup, badanie przeprowadzone w marcu 2026 na próbie 1000 dorosłych Amerykanów

Dlaczego tego nie robić?

Skoro wiemy już czemu mielibyśmy budować centra danych na orbicie, przejdźmy do argumentów przeciwnych – czemu mielibyśmy tego nie robić. Najważniejszy – naszym zdaniem – jest fakt, że nie będą one w stanie konkurować kosztowo z centrami przetwarzania danych umieszczonymi na Ziemi – nawet biorąc pod uwagę większą efektywność paneli fotowoltaicznych w przestrzeni kosmicznej.

Pierwsza rzecz, jaką warto sobie uświadomić jest kwestia skali o jakiej mówimy. Rozmiar centrów danych najczęściej definiuje się przez pryzmat mocy elektrycznej, jaka jest konieczna do jego zasilenia. Typowe duże centrum zużywa ok. 200MW mocy. Aby dostarczyć taką moc za pomocą paneli fotowoltaicznych, musiałyby one mieć powierzchnię minimum 80 hektarów. W sprzyjających okolicznościach panele tę będą ważyć co najmniej 8 tys. ton, nie licząc osprzętu jaki musi im towarzyszyć.

Udźwig dużej rakiety (Falcon 9) na orbitę heliosynchroniczną wynosi zaś ok 15 ton. Oznacza to, że wyniesienie samych paneli fotowoltaicznych o mocy 200MW na taką orbitę wymagałoby ponad 500 startów. W praktyce musielibyśmy mówić o wielokrotności tej liczby ze względu na wspomniany osprzęt. Koszt takiej operacji wyniósłby minimum 500 mln USD, zakładając że cena za 1kg wynosi 5,5 tys. USD (rakieta Falcon 9, misja typu Rideshare). Wciąż mówimy jedynie o samych panelach fotowoltaicznych a nie całym centrum przetwarzania danych, które wymaga układów scalonych, anten komunikacyjnych, silników manewrowych (do podtrzymywania orbity i unikania zderzeń), paliwa do tych silników, itp. Mówimy o dodatkowych tysiącach ton i setkach milionów dolarów. Można śmiało założyć, że samo umieszczenie centrum przetwarzania danych na orbicie jest co najmniej 2 krotnie droższe niż to samo centrum pozostawione na Ziemi. A to nie koniec problemów z jakimi musielibyśmy się zmierzyć.

Dodatkowe problemy

  • Promieniowanie. Orbita Ziemi jest bardzo nieprzyjaznym środowiskiem nie tylko dla człowieka, lecz także dla elektroniki. Problemem dla niej są wysokoenergetyczne cząstki emitowane przez słońce i inne gwiazdy. Na Ziemi jesteśmy przed nim chronieni za sprawą pola magnetycznego i atmosfery. Na orbicie tej ochrony brakuje a promieniowanie prowadzi do przyspieszonej degradacji elektroniki. Można je oczywiście przed tym zabezpieczyć, ale wiąże się to z ogromnymi kosztami. Elektronika odporna na promieniowanie jest co najmniej kilkaset razy droższa niż zwykła elektronika (źródło), choć można sobie wyobrazić pośrednie rozwiązania (częściowa odporność i krótsza żywotność za ułamek kosztów).
  • Chłodzenie. Blisko połowa energii pochłanianej przez centra przetwarzania danych zużywana jest na chłodzenie układów scalonych (chipów), które grzeją się w trakcie pracy a najbardziej efektywnie pracują w niskiej temperaturze (źródło). Choć przestrzeń kosmiczna jest bardzo zimna, to paradoksalnie chłodzenie jest tam dużo trudniejsze niż na Ziemi. Brakuje tam bowiem atmosfery, do której można by oddać ciepło poprzez parowanie. Można to robić wyłącznie poprzez mniej efektywne wypromieniowywanie. Centra danych na orbicie grzałyby się zaś nie tylko od własnej pracy, lecz także od słońca w którym musiałyby być nieustannie skąpane (aby zasilać panele fotowoltaiczne). Oznacza to, że musiałyby posiadać ogromnych rozmiarów ciężkie radiatory – porównywalne gabarytami i masą z panelami fotowoltaicznymi. Czyli do naszego centrum przetwarzania danych na orbicie musimy doliczyć kolejne 80 ha powierzchni, 8 tys. ton masy i 500 mln USD za wystrzelenie.
  • Łączność. Przesyłanie danych na orbitę i z powrotem nie cechuje się dużą przepustowością ani szybkością. Pokazują to doświadczenia ze Starlinkiem, który trudno nazwać Internetem szerokopasmowym. Dodatkowym problemem jest fakt, że satelity na orbicie heliosynchronicznej szybko się przemieszczają i nad poszczególnymi obszarami Ziemi są widoczne jedynie przez 5 minut. Oznacza to, że dane przesyłane tam do przetwarzania będą musiały być transmitowane nie tylko między Ziemią a orbitą, ale także między poszczególnymi satelitami na orbicie składającymi się na konstelację centrum przetwarzania danych. Oznacza to, że będą wymagać ciężkich systemów komunikacyjnych a i tak będą mieć dużo większą latencję niż centra przetwarzania danych na Ziemi.
  • Pozwolenia. Choć przestrzeń jest trochę Dzikim Zachodem a inwestowanie tam nie napotyka tylu barier administracyjnych jak na Ziemi, to jest to do pewnego stopnia pozorna przewaga. Po pierwsze wystrzeliwanie rakiet jest działalnością silnie uregulowaną, gdyż wymaga transportu wielkogabarytowego, stosowania toksycznych chemikaliów, zamykania przestrzeni powietrznej, itp. Wszystko to wymaga pozwoleń, negocjacji, czasu i pieniędzy. Ponadto, chętnych do zagospodarowania niskiej orbity Ziemi jest już wielu i każdy wysyła lub planuje wysłać tysiące satelitów w celu budowy tzw. megakonstelacji. Satelity te poruszają się bardzo szybko (28 tys. km/h) w trudny do śledzenia sposób przez co narażają się wzajemnie na kolizje i produkcję tzw. śmieci kosmicznych. Problem ten już teraz jest poważny i można się spodziewać, że pojawią się regulacje międzypaństwowe, które będą się starały ograniczyć jego skutki. Oznacza to, że inwestowanie w przestrzeni kosmicznej będzie stopniowo obwarowywane coraz większą liczbą regulacji przez co będzie tracić wspomnianą przewagę nad inwestowaniem na Ziemi.

Podsumowując, centra danych na orbicie oferują pewne ograniczone przewagi nad swoimi odpowiednikami na Ziemi – przede wszystkim kilkadziesiąt procent bardziej efektywne działanie paneli fotowoltaicznych oraz mniejsze bariery administracyjne i społeczne. Jednak przewagi te wiążą się z wielokrotnym wzrostem kosztów inwestycji. Zabija to konkurencyjność kosztową centrów danych na orbicie. Postęp technologiczny ma szansę zmniejszyć tę lukę, ale skala problemów technicznych i ekonomicznych do rozwiązania jest tak duża, że jesteśmy gotowi się założyć, że w ciągu najbliższych 10 lat (co najmniej) centra danych na orbicie nie staną się dochodowym biznesem. Obecny entuzjazm wokół nich jest objawem bańki spekulacyjnej wokół AI.

Komentarz rynkowy

  • ZAGRANICA: Na rynku ropy naftowej huśtawka wywołana przez informacyjny ping-pong: w weekend doszło do eskalacji na linii Izrael-Iran, po weekendzie interwencja USA przyniosła deklarację obu stron o wstrzymaniu działań wojennych. W konsekwencji, ropa naftowa kosztuje tyle, ile w piątkowe popołudnie (baryłka ropy Brent kosztuje w momencie sporządzania niniejszego komentarza $93). Radzilibyśmy tutaj jednak zachowywać daleko idący sceptycyzm – od ogłoszenia zawieszenia broni minęły już dwa miesiące i w międzyczasie dowiedzieliśmy się bardzo dużo na temat postępów w rozmowach pokojowych, ale ich nie zobaczyliśmy. Zobaczyliśmy za to kilka rund eskalacji, które jednak nie zmieniły status quo. Gdy zobaczymy porozumienie USA-Iran, to w nie uwierzymy. Tym niemniej, otwartym jest pytanie, w jakiej części to porozumienie jest obecnie wycenione i jaki byłby jego wpływ na rynek ropy naftowej.

    Dla surowców energetycznych był to ciekawy dzień, pozostałe obserwowane przez nas rynki za to charakteryzowała mniejsza zmienność: krzywa dochodowości w USA nieznacznie wystromiła się za sprawą wzrostów na długim końcu i spadków rentowności na krótkim końcu, dolar był stabilny, na rynku akcji pojedyncze spółki wyciągnęły główne indeksy nad powierzchnię wody. To, że ceny ropy cofnęły się do punktu wyjścia a inne instrumenty nie, pokazuje, jak małe znaczenie ma obecnie kwestia wojny w Zatoce. Pierwsze skrzypce w piątek odgrywały dane z amerykańskiego rynku pracy i nie ma tutaj żadnych powodów, żeby reakcja na nie była zniwelowana. Dziś kontynuacji jednak raczej nie będzie – widniejące w kalendarzu publikacje danych makro to drugi garnitur.
     
  • POLSKA: Mogło być dużo gorzej. Złoty się delikatnie umocnił w stosunku do głównych walut (czemu pomogła stabilizacja dolara). Na rynku SPW dzień z kolei zaczęliśmy wprawdzie od wysokiego otwarcia (wzrost rentowności w reakcji na wydarzenia z końcówki piątkowej sesji), ale później pojawili się kupujący. Ostatecznie rentowność 10-latki wzrosła o 6 pb, podobnie jak analogicznej stawki IRS. Przesunięcie tej drugiej krzywej było w zasadzie równoległe, kształt tej pierwszej wygiął duży wzrost rentowności na krótkim końcu (tu jednak zmienność jest duża). W tym tygodniu krajowe rynki będą pozostawały pod wpływem tendencji globalnych. Warto jednak zauważyć kilka rzeczy: podaż SPW będzie w najbliższym czasie mała (najbliższa aukcja dopiero w kolejnym tygodniu); nie ma apetytu i podstaw, by wyceniać bardziej agresywną ścieżkę stóp NBP; złoty pozostaje mocny i stabilny.

Kalendarz najważniejszych odczytów makroekonomicznych w bieżącym tygodniu znajduje się tutaj.

Udostępnij

Niniejsza publikacja (dalej „Publikacja”) przygotowana przez Departament Analiz Makroekonomicznych Banku Polska Kasa Opieki Spółka Akcyjna (dalej „Pekao S.A.”) stanowi publikację handlową i ma charakter wyłącznie informacyjny. Żadna z jej części nie stanowi podstawy do zawarcia jakiejkolwiek umowy lub powstania zobowiązania, w szczególności nie stanowi oferty w rozumieniu art. 66 Kodeksu Cywilnego. Publikacja nie stanowi rekomendacji udzielanej w ramach usługi doradztwa inwestycyjnego, analizy inwestycyjnej, analizy finansowej oraz innej rekomendacji o charakterze ogólnym dotyczącej transakcji w zakresie instrumentów finansowych, rekomendacji inwestycyjnej w rozumieniu Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r, w sprawie nadużyć na rynku ani porady inwestycyjnej o charakterze ogólnym dotyczącej inwestowania w instrumenty finansowe, a informacje w niej zawarte nie mogą być traktowane, jako propozycja nabycia jakichkolwiek instrumentów finansowych, usługa doradztwa inwestycyjnego, podatkowego lub jako forma świadczenia pomocy prawnej. Publikacja nie została przygotowana zgodnie z wymogami prawnymi zapewniającymi niezależność badań inwestycyjnych i nie podlega żadnym zakazom w zakresie rozpowszechniania badań inwestycyjnych i nie stanowi badania inwestycyjnego.

Zapisz się na newsletter

Zapisuję się na newsletter